Kategorie
zdrowie

Cysty na nerce u bulteriera – choroba szczeniaka z hodowli

Treść kieruję do osób przymierzająch się do zakupu bulteriera. Nie mam na celu oczerniać hodowcy. Chcę opisać co mi się przydarzyło.

Mona skończyła właśnie rok. Miała być wystawową sunią, niestety zaraz po kupnie szczeniaka okazało sie, że Mona piję kilka litrów wody dziennie. Badanie usg wykazało, że Mona jest chora – cysta na nerce wielkości połowy nerki. Mimo tego, że problem wyszedł błyskawicznie po zakupie szczeniaka, to hodowczyni próbowała mi wmówić, że ona sprzedała mi szczenie zdrowe, ponieważ dała mi kawałek kartki od weterynarza, na którym nie ma kompletnie żadnego opisu, jest wyłącznie pieczęć i wielkość nerek, natomiast ten pusty świstek jest dla N. przepustką do wmawiania mi, że ona nie ma z tym problemem nic wspólnego i to jest mój problem. Dodatkowo badanie zostało źle wykonane, co mam też udowodnione. Od pierwszego dnia diagnozy hodowczyni przekonywała mnie, że sprzedała mi szczeniaka zdrowego, bo matka Mony jest zdrowa i reproduktor również. Czyli co? Udajemy, że mój szczeniaka też jest zdrowy? Jakby zapomniała o tym, że szczeniaka nie znalazłam w lesie, a kupiłam w jej hodowlii i to czy jest to genetyczne, czy nie, nie zmienia faktu, że szczenie kupiłam chore!

Szczeniak urodził się chory – ma cysty na nerce

Pani doktor w klinice weterynaryjnej po przebadaniu psa wydała mi dokument, w którym jednoznacznie określiła, że szczenię nie nabyło cysty na skutek żadnej choroby, ani na skutek żadnego urazu. Na moje pytanie Pani doktor, czy jest taka możliwość, że cysta błyskawicznie urosła u mnie. Odpowiedziała, że NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI. Cysta ma bardzo powolny rozrost, w ocenie Pani doktor, szczenię nie nabyło tej cysty, ono już ją miało w brzuchu matki. Po wizycie natychmiast poinformowałam hodowczynię o tym, mówiąc jej, że nie tak to miało wyglądać, że to jest kolejny dowód na to, że pies nie zachorował cudownie u mnie, a kupiłam chorego szczeniaka z jej hodowlii. Wyprówałam sobie flaki, żeby jej to udowodnić, choć doskonale o tym wiedziała. Hodowca zaoferowała mi zwrot 1tys złotych. Osobiście nie miałam w zamiarze myśleć o pieniądzach gdyby hodowczyni przeprowadziła mnie przez to i przejęła się tym, a nie od początku mnie atakowała. Poczułam się oszukana z premedytacją, wyrachowanie tej osoby spowodowało, że oczekiwałam zwrotu kwoty za szczenię. Kilkukrotnie mówiłam, że chorego szczeniaka nie wziełabym za darmo i nie będę za niego płacić kilku tysiący. Oddanie psa nie wchodziło w gre, ponieważ w Mone włożyłam mnóstwo emocji, pracy i pieniędzy, była szkolona od samego przyjazdu do domu i jeździ do szkoły do dnia dzisiejszego. Moja inwestycja w tego psa przekroczyła wiele miesięcy temu jego koszt, dodatkowo Mona jest niezwykle wrażliwym i delikatnym psem. Zaraz po wykryciu cysty. Kiedy jeszcze nie wiedziałam co mam z tym wszystkim zrobić, wzięłam pod uwagę to, że to nie pierwsze szczenię z problemami z nerkami z tego miotu, że 2 szczeniaki umarły i zaczęłam dopytywać innych właścicieli, czy ich psy są zdrowe, co spowodowało, że hodowczyni zaczęła straszyć mnie sądem. Podczas nawiązania kontaktu z innymi właścicielami dowiedziałam sie, że np jedni mają w umowie kupna gwarancje na psa 6 miesiecy, ja natomiast 72 godziny.

Pomijając fakt, ze „hodowczyni” próbowała przy kupnie przepchnąć bokiem wadę w postaci wilczego pazura. Rozmawiając ze mną godzinami nie wspomniała o wadzie, kilka dni po przelaniu zaliczki jak to ujęła „zapomniała mi powiedzieć, że Mona jest wyjątkowym psem, bo ma piąty pazur w tylnej łapie ” oczywiście gwarantowała mi, że to absolutnie nie wpłynie negatywnie na wystawy” tymczasem okazuje się, że pies może być nawet zdyskwalifikowany, po czasie wychodziły kolejne oszustwa, których jest zbyt dużo na opisywanie. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy próbowałam dogadać się, załatwić sprawę między nami, bez rozgłosu, mimo ewidentnego oszukania mnie i sprzedania mi problemu za kilka tysięcy, próbowałam iść tej kobiecie na rękę. Ostrzegałam nawet przed tym postem. Co hodowczyni zrobiła? Wyrzuciła mnie ze znajomych! Nie dało sie w żaden sposób z nią dogadać więc udałam sie do adwokata, udowodnił jej, że wartość rynkowa psa wynosi 0 zl i co? I widzimy sie w sądzie. Tak jak wspomniałam na początku. Nie piszę tego, żeby ją oczernić. Nie zmienię tego, jakim ktoś jest człowiekiem. Piszę to po to, żeby nowi właściciele wiedzieli, że w razie poważnego problemu zostaną sami i trochę się ich postraszy, żeby ich uciszyć. Po to, bo gdybym ja wcześniej zobaczyła podobny wpis, dziś moje życie byłoby spokojne, nie siedziałabym na bombie z myślą czy klepsydra już odmierza Monie czas. Biorąc pod uwagę fakt, że w ubiegłym roku straciłam sunie bulteriera, której odejście niewyobrażalnie przeżyłam i borykam się z tym do dnia dzisiejszego. Mona miała być psem, który pomoże odzyskać mi spokój, o czym hodowczyni wiedziała. Tymczasem z premedytacją zostałam oszukana i całkowicie tego spokoju pozbawiona. Od początku do dnia dzisiejszego hodowczyni nie ma sobie nic do zarzucenia, zaznaczając przy każdej okazji, że sprzedała mi szczenię zdrowe, ale przypadkiem ostatnimi czasy, na jednej z grup napisała komentarz odradzając szczepienia suki w ciąży, ponieważ sama zaszczepiła (matkę Mony) i uważa, że szczenięta przyjęły na siebie skutki uboczne. Jakie skutki uboczne? Przecież mnie jest wmawiane, że nigdy nie było żadnego problemu. Ten komentarz świadczy o jej stuprocentowej świadomość. Takie sytuacje kojarzyły mi sie wyłącznie z pseudo hodowlami. Wyprzedzając ataki na moją osobę. Gdyby ten problemy wyszedł po długim czasie od zakupu, nie byłoby tego postu, ale Mona wciąż była malutka jak odkryłam prawdę. Zapłaciłam za psa wystawowego, chciałam zacząć przygodę z wystawami. Mój pierwszy zakup w ZkwP. Nie tak sobie go wyobrażałam….

Na początku rokowania były tragiczne. Płakałam jak bóbr. jeśli cysty obejmą 75% to po temacie… narządy są na etapie rozwoju i przez to, że tak szybko pojawił się problem organizm nie traktuje cysty jak wroga i pozwoli na swobodny ich rozwój, ale póki co jest suplementowama i jest stabilnie. Wodę podaje jej filtrowana, żeby nerek nie obciążać. Jesteśmy pod stałą kontrolą.


Muszę przyznać Ci rację. Często hodowcy właśnie wciskają psiaki z ukryta wada nie przyznając się później do tego a później My musimy dochodzić tego skąd, co i jak się wzięło i gdzie szukać pomocy.. Ja się nauczyłam liczyć na siebie niż na pomoc hodowcy niestety.. Nic się na to nie poradzi.. Są hodowcy i hodowcy z sercem.. Pozdrawiam i zdrówka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *